Tynkarstwo od kuchni

listopad 2018
Pracownicy firmy Rajbud: Rafał Skowroński – przedstawiciel handlowy, Kamila Kubiak – handlowiec i Monika Mycielska – kierownik oddziału w Wągrowcu rozmawiają z Piotrem Przybylskim (drugi od prawej) z firmy Tynki Przybylscy.

Piotr Przybylski, reprezentujący w rozmowie z reporterem Głosu PSB firmę swojego syna Jędrzeja, wykonuje zawód tynkarza od dobrych 20 lat. A z budowaniem zetknął się jeszcze wcześniej. Ojciec pana Piotra był murarzem, teść też pracował w budownictwie. Pan Piotr nieraz pomagał ojcu na budowach. Obecnie, wraz z drugim synem Szymonem oraz dobrym znajomym Michałem Urbańskim, tworzy czteroosobową ekipę tynkarzy, bo kierujący nią Jędrzej, założyciel firmy Tynki Przybylscy w Wągrowcu, też zawsze gdy jest robota bierze narzędzia tynkarskie do ręki.

RYNEK W WYMIARZE LOKALNYM

Rafał Skowroński, przedstawiciel handlowy w firmie Rajbud, będącej partnerem Grupy PSB, twierdzi, że na placach budowy najczęściej spotyka się właśnie takie liczące 3–4 pracowników firmy tynkarskie. A nawet mniejsze – dwuosobowe, właściciel plus jeden pracownik. Rajbud dysponuje oddziałami w Wągrowcu i w Obornikach Wielkopolskich i zapewnia stałe dostawy materiałów budowlanych niezbędnych m.in. kilkunastu firmom o profilu zbliżonym do firmy Tynki. – Każda średnio odbiera w tygodniu z hurtowni Rajbudu kilka-kilkanaście palet różnych wyrobów chemii budowlanej. Kiedy jest szef i 2 pracowników tynkują domek jednorodzinny w tydzień, a jak większy to w półtora. Firma dwuosobowa potrzebuje na wykonanie takiej roboty 2 tygodnie.
Pan Rafał zna budowlany fach równie dobrze jak wielu profesjonalnych tynkarzy. Mówi – mój ojciec pracował w PBRolach jako kierownik budowy. Często zabierał mnie ze sobą do pracy.
Przedstawiciel handlowy Rajbudu współpracuje z firmami tynkarskimi od  wielu lat. Dzieli je tak – są tynkarze- -murarze. Są tynkarze, którzy murarką się nie zajmują, ale „podwieszają” się pod murarzy, z ich polecenia trafiają na plac budowy i w kolejnym etapie realizacji inwestycji wykonują swoją robotę. Większe firmy tynkarskie zdobywają zlecenia samodzielnie, często od deweloperów, czy generalnych wykonawców dużych obiektów – budynków mieszkalnych na osiedlach, czy pawilonów handlowych. Wszyscy najczęściej zdobywają zlecenia pocztą pantoflową. Tynkarze nie muszą ogłaszać się w Internecie.
Pan Rafał dodaje, że stawki za roboty tynkarskie są coraz wyższe. A jeśli chodzi o materiał?…W Wielkopolsce maleje zużycie tynków gipsowych, a rośnie cementowo- wapiennych, zwłaszcza drobnoziarnistych. A w grupie tynków gipsowych, przy ogólnym spadku ich stosowania, rośnie zużycie tynków gipsowych twardych.

Monika Mycielska i Piotr Przybylski przy regale z narzędziami w hurtowni Rajbud w Wągrowcu.

ŚCIANA MUSI DOJRZEĆ

Firma Tynki wpisuje się dokładnie w charakterystykę rynku zaprezentowaną przez Rafała Skowrońskiego. W ocenie Piotra Przybylskiego Tynki zaliczają się do nie najmniejszych ekip. – Najczęściej przyjmujemy zlecenia od poważnych deweloperów i generalnych wykonawców. W przetargach nie bierzemy udziału. Działamy w Wielkopolsce, ale też w województwie Kujawsko-Pomorskim i Pomorskim, niekiedy na Dolnym Śląsku, na Mazowszu. Najwięcej zleceń mamy od dużych i bardzo dużych firm z Poznania. Zawodowe doświadczenie oraz potencjał urządzeń, narzędzi, innego sprzętu i zestaw pojazdów transportowych pozwalają nam współpracować z największymi inwestorami. Ja nie znam firm tynkarskich, które zatrudniałyby powyżej 10 fachowców.
W hurtowni Rajbud, gdzie kupujemy na pewno więcej niż 90% zużywanych przez Tynki wyrobów, wszystko można załatwić na telefon. Z Rajbudu mamy grunty, narożniki (stalowe i aluminiowe), listwy i listewki przyokienne, siatki tynkarskie, gips, cement i wapno, folie tynkarskie i malarskie, taśmy ochronne. Kupujemy też różne niezbędne narzędzia: łaty, kielnie, szpachle, packi, poziomice, heble i szufelki do robienia narożników, szwamy – czyli gąbki do mycia ścian, drabiny. Lista wyrobów ze stałej oferty Rajbudu jest długa. Wszystkiego nie wymienię.

Praca tynkarza jest brudna i ciężka. Pracownicy firmy Tynki Przybylscy w domu jednorodzinnym w Wągrowcu.

Wydajność pracy ekipy tynkarzy zależy przede wszystkim od tego na jakim obiekcie pracuje. Inna jest, gdy w domku jednorodzinnym, gdzie najczęściej kładzie się 200–600 m2 tynków, a inna w budynku mieszkalnym, mającym np. 4–7 tys. m2 do tynkowania. – Tynkowanie to zajęcie bardzo ciężkie. W ciągu dnia tynkarz może przepracować efektywnie 7 godzin. Pozostały czas w pracy to czekanie aż ściana dojrzeje. Weźmy blok mieszkalny. Zaczynamy od zabezpieczenia otworów okiennych – oklejamy je taśmami. W dużym budynku może to zająć nawet cały dzień. Potem zabezpieczamy narożniki nierdzewnymi profilami ochronnymi. Następnie ściany gruntujemy. A potem możemy przez kilka dni systematycznie tynkować. Agregat tynkarski włączamy o 6 lub 6:30 rano i wyłączamy dopiero o 15-tej. Pryskamy ścianę, czy sufit zaprawą tynkarską. Zgodnie z normą do 2 cm na ścianie i do 1,5 cm na suficie. Potem mamy pierwszą łatę. To najważniejsza czynność wykonywana dużą łatą typu H, od niej zależy ile materiału się zużyje i jak sprawnie przebiegną kolejne czynności. Następnie, po związaniu zaprawy, wyrównujemy nierówności łatą trapezową. Kolejna czynność to zacieranie nałożonej warstwy. Po osiągnięciu odpowiedniej wilgotności ściany są gotowe do szpachlowania bądź malowania, ale trzeba zawsze pamiętać o pielęgnacji pomieszczeń, po naszej robocie muszą być wietrzone i dogrzewane – gdy zachodzi taka potrzeba.
Dla tynkarza łatwa budowa to taka, gdy w pomieszczeniach o dużych powierzchniach są po cztery kąty, najlepiej proste. Odwrotnie, ciężko się tynkuje, gdy pomieszczeń jest dużo, mają skośne, albo łukowe ściany, są zabudowane, mają słupy do tynkowania. Na pytanie o rynkowe stawki tynkowania wnętrz pan Piotr odpowiada, że koszt metra kwadratowego zależy właśnie od powierzchni ogółem i rodzaju pomieszczeń. – Powiem ogólnie, że zrobienie 1 m2 z towarem kosztuje kilkadziesiąt złotych.

CORAZ DROŻSZE „ZABAWKI” TYNKARZY

Pan Piotr rozwija temat kosztów. - Pace, łaty i praktycznie wszystkie inne narzędzia trzeba wymieniać, czyli kupować nowe, co 3–4 tysiące metrów kwadratowych. Przy podajniku do suchych zapraw silomat musi być wymieniany olej i filtry powietrza. Przy agregacie natryskującym zaprawę co 3,5–4 tys. m2 dokonujemy wymiany pomp, głowic obrotowych i dysz. Wszystko kosztuje. W firmę tynkarską trzeba też sporo zainwestować. Jest nas czterech i mamy 4 agregaty natryskujące, 2 silomaty z oprzyrządowaniem: węże, sonda, pokrywa, przewody do sondy i do siły. Mamy też oczywiście drabiny, ramy jezdne i rusztowania oraz ławeczki tynkarskie. „Zabawki” tynkarzy wciąż drożeją.

Praca łatą na ścianie w bloku mieszkalnym.

GDZIE SĄ MŁODZI?

Nie byłbym reporterem Głosu PSB, gdybym przed wyjazdem do Obornik i Wągrowca nie zajrzał do Barometru zawodów, którego doroczną edycję, czwartą z kolei, opublikowano w październiku. Urząd Pracy w Krakowie, na zlecenie Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej ocenił sytuację w niemal 170 zawodach, w tym w kilkunastu budowlanych, we wszystkich 380 powiatach. Z prognozy autorów raportu dowiadujemy się, że w powiecie wągrowieckim sytuacja – jeśli chodzi o murarzy-tynkarzy – w 2019 r. pogorszy się, zapotrzebowanie na tynkarzy wzrośnie. Specjaliści tak definiują obecny stan hasłowo: „niskie wynagrodzenia, nienormowany czas pracy – często w delegacji, szara strefa, ograniczenia zdrowotne, ciężka praca, zatrudnianie cudzoziemców”. W sąsiednim powiecie obornickim w ocenie sytuacji znalazłem dodatkowo: „wysoki średni wiek pracowników wykwalifikowanych” oraz „brak zainteresowania kształceniem w zawodzie”. Rafał Skowroński z Rajbudu nie do końca zgadza się z twierdzeniem o niskich zarobkach. – Stawki w tynkarstwie rosną. Obecnie są wcale niezłe. Natomiast faktycznie nie ma wśród tynkarzy ludzi młodych.
Piotr Przybylski stawia kropkę nad i. – Praca przy tynkach jest brudna i ciężka. Młodym można obiecywać złote góry, a i tak nie przyjdą. W firmie Tynki Przybylscy największa wartość to moi synowie – Jędrzej i Szymon.

Firma Tynki Przybylscy zaopatruje się w firmie Rajbud od ponad 10 lat. Firma Rajbud Bednarz sp. j. została założona w 1992 roku. Obecnie zatrudnia 45 pracowników. Dysponuje punktami dystrybucji w Obornikach Wielkopolskich i w Wągrowcu. Do Grupy PSB przystąpiła w 2005 r.

Mirosław Ziach

Poprzedni

Dobór noża do prac budowlano-budowlanych

Dobór noża do prac budowlano-budowlanych
Następny
Szara gospodarka w budownictwie* rośnie szybciej, niż sam sektor

Szara gospodarka w budownictwie* rośnie szybciej, niż sam sektor